Medialna "Puszka Pandory" w sprawie ogrzewnia.
Dodane przez j23 dnia Wrzesień 17 2009 20:46:59
Dwa tygodnie temu nasz portal zamieścił krótką relacje ze spotkania Burmistrza Miasta i Gminy Wleń z Mieszkańcami ogrzewającymi mieszkania z sieci centralnego ogrzewania. Publikując tą informacje nie sądziłem, że otworzy ona medialną puszkę Pandory.
Rozszerzona zawartość newsa
Dwa tygodnie temu nasz portal zamieścił krótką relacje ze spotkania Burmistrza Miasta i Gminy Wleń z Mieszkańcami ogrzewającymi mieszkania z sieci centralnego ogrzewania. Publikując tą informacje nie sądziłem, że otworzy ona medialną puszkę Pandory.

Już w kilka dni po pojawieniu się newsa tematem zainteresowały się Nowiny Jeleniogórskie, których dziennikarz poprosił o pomoc w dotarciu do ludzi skarżących się na wysokie rachunki.

Obszerny materiał z Wlenia ukazał się w ostatnim numerze "Nowin Jeleniogórskich" :

Miało być ekologicznie, a zrobiło się nie ekologicznie. Miało być tanio, a jest drogo. Ludzie się buntują, władze miasteczka rozkładają bezradnie ręce, prosząc, by mieszkańcy wytrzymali do wiosny.
W połowie lat dziewięćdziesiątych pojawiła się moda na ekologiczne ogrzewanie. Kto tylko mógł, zamykał kopcące i śmierdzące małe kotłownie węglowe i otwierał nowoczesne - olejowe. Niewiele to kosztowało, bo wiem większość kosztów wymiany pieców pokrywano ze specjalnego funduszu - wspomina Bogdan Mościcki, burmistrz Wlenia. - Tyle, że wtedy litr oleju był po 70 groszy, a dzisiaj jest po trzy złote...Kotłownia olejowa powstała we Wleniu w roku 1997. Zamknięto wówczas starą, mieszczącą się w jednej z rynkowych kamienic. Do nowej i ekologicznej podłączono około dwustu rodzin. Pięknie było jednak tylko na początku. Jako pierwszy odłączył się od niej Jan Leśniak. To było piętnaście lat temu wspomina. - Już wtedy irytowały mnie wysokie ceny. Od tego czasu dużo się zmieniło. Na niekorzyść mieszkańców oczywiście. W efekcie każdego roku na biurku burmistrza lądowało po kilkanaście - kilkadziesiąt podań z prośbą o odłączenie od sieci. Powód był jeden - olbrzymie koszta. Proszę sobie wyobrazić, że rok temu właściciel dwupokojowego mieszkanka o 46 metrach kwadratowych miał za centralne zapłacić 14 tyś. zł! - mówi  właściciel wleńskiego kiosku „Ruch". - Tak się zdenerwował, że  mieszkanie sprzedał i wyjechał. Kioskarz też płacił dużo. Dlatego dwa lata temu odłączył się od kotłowni. Obliczył, że gdyby tego nie uczynił, musiałby na ogrzewanie za tamtą zimę zapłacić 13 tyś. zł!  A mój sąsiad jeszcze więcej twierdzi. - Jemu wyszło 17 tyś. zł! Moja córka nie ogrzewała zaś mieszkania w ogóle opowiada jedna z kobiet. - Proszę, to rachunek - tysiąc złotych!

Burmistrz kręci z dezaprobatą głową. Dla niego to dowód, że ludzie nie wiedzą, co robią. Sami zgodzili się bowiem na to, by za ogrzewanie płacić w połowie ryczałtem, a w połowie według wskazań mierników. Nie grzała, ale połowę musi zapłacić, czyli właśnie ten tysiąc złotych - tłumaczy.

Burmistrz nie ukrywa i mówi wprost: zniszczyła nas ekologia. Olej opałowy stał się drogi, więc ludzie zaczęli z przyłączenia do kotłowni rezygnować. Jak zaczęli rezygnować, koszta stawały się jeszcze wyższe. Powstał zaklęty krąg. Obecnie z kotłowni korzysta już tylko około 90 rodzin. Na biurku burmistrza leży kolejnych sześć wniosków o odłączenie. Sytuacja stała się dramatyczna, bowiem zakazać odłączenia może jedynie 15 rodzinom mieszkającym w mieszkaniach komunalnych. Pozostali mogą zrezygnować z usług, kiedy tylko zechcą.

Prosiłem i proszę - nie rezygnujcie - mówi burmistrz. - Wytrzymajcie do wiosny. Wiosną znajdziemy rozwiązanie! Łatwo powiedzieć: wytrzymajcie. Jan Leśniak, który jak wiadomo zrezygnował z usług kotłowni jako pierwszy, pokazuje rachunek, który dostał. Mimo iż ogrzewa mieszkanie we własnym zakresie, każe się mu zapłacić prawie 500 zł. Za piony - mówi. - Ale co mnie te piony obchodzą?! Czy ja j chcę? Kazałem im je zdemontować. Nawet na moje pismo nie odpowiedzieli! Ale jak je zdemontować?! – pyta burmistrz. - Przecież się nie da! Żeby zahamować masową rezygnację z usług miejskiej kotłowni, burmistrz wydał zakaz odłączania się od niej lokatorów mieszkań komunalnych. Niedawno uruchomiono też zamkniętą w połowie lat dziewięćdziesiątych kotłownię w jednej z kamienic. Za 75 tyś. zł kupiono tam kotły na groszek ekologiczny. Ma za małą moc, by wszystkich do niej podłączyć – tłumaczy Bogdan Mościcki. - Poza tym, kto da gwarancję, że cena groszku nie podskoczy i będzie tańszy niż olej? Wiosną się dopiero okaże. Jeśli wynik finansowy będzie obiecujący, kotły olejowe zostaną zastąpione kotłem na groszek. Pod warunkiem, że inwestycję będzie  dla kogo przeprowadzić. Jeśli zostanie 15 rodzin, radni na pewno nie zdecydują się na nią. Mieszkańcy Wlenia boją się zimy. Niektórzy tak bardzo, że nie czekają nawet na zgodę burmistrza i kaloryfery wycinają na własną rękę. Z korytarzy. Przecież nie będę płacił po 500 zł za ogrzewanie klatki schodowej denerwuje się właściciel kiosku. - Chyba musiałbym zwariować


Również w dzisiejszym numerze Gazety Wrocławskiej poruszono problem horrendalnych opłat za ogrzewanie:

Mieszkańcy Wlenia odcinają się od miejskiej kotłowni. Po­wód? Astronomiczne rachunki za ciepłe kaloryfery. Wielu z nich za ogrzewanie podczas ubiegłej zimy musi dopłacić te­raz od kilku do kilkunastu ty­sięcy złotych. Mieszkańcy spo­dziewają się, że w nadchodzą­cym sezonie grzewczym wydatki jeszcze wzrosną.
Wszystko przez ekologiczną kotłownię, opalaną olejem. Gdy otwierano jaw połowie lat 90., litr oleju kosztował ok. 90 groszy. Dziś, przez akcyzę, kosztuje powyżej 2,30 zł.

Do tego co roku powiększa się grupa osób, które odcięły się od miejskiej sieci ciepłow­niczej. Koszty rozkładają się więc na coraz mniejszą liczbę odbiorców. Obecnie do sieci podłączonych jest tylko ok. 70 mieszkań.

- Znajomy zapłacił 14 tysięcy złotych za ogrzewanie 56 metrowego mieszkania. Po czym sprzedał je i wyniósł się do in­nego miasta - mówi Adam Gil. On sam zrezygnował z ciepła z kotłowni i ogrzewa się żeliw­nym piecykiem. Jest taniej. Mimo to ciepłownia wystawia mu rachunki. - Chcą, bym pła­cił za dwie rurki, które przebie­gają przez moje mieszkanie do sąsiada. Rocznie 500 zł. Nie ma mowy - oburza się. Ci, którzy nie odłączyli się od sieci, oszczędzają, by nie zaskoczyła ich olbrzymia do­płata. - Zimą mam w mieszka­niu 18 stopni Celsjusza. Odkrę­cam tylko jeden kaloryfer, bo nie stać mnie na taki luksus, jak ciepłe mieszkanie - opowiada nam emerytka Danuta Malinowska.Burmistrz Wlenia Bogdan Mościcki przyznaje, że ceny ciepła są wielkim problemem miasta. By jakoś ratować sytu­ację, nie zezwala na odłączenia mieszkań komunalnych. Jed­nak właścicielom innych lokali nie może tego zabronić. Przy­znaje też, że opłaty za rurki przechodzące przez mieszka­nie to forma kary, którą mieszkańcy muszą ponosić za odcię­cie się od miejskiej sieci.

- Funkcjonowanie central­nej kotłowni jest tu nieuzasad­nione. Ja tę sytuację zastałem i muszę się w niej jakoś odna­leźć - tłumaczy burmistrz.
Jego zdaniem jedynym wyj­ściem jest likwidacja kotłowni i przejście mieszkańców na in­dywidualne ogrzewanie"


Posłuchaj relacji Polskiego Radia Wrocław

Obejrzyj materiał filmowy Telewizji Wrocław